Warszawski „Młotek” i miasto odważnych brył

Warszawski „Młotek” i miasto odważnych brył

Warszawę często opisuje się przez kontrasty epok. Pałac Kultury obok szklanych wieżowców, kamienice sąsiadujące z blokami z wielkiej płyty. Znacznie ciekawsza jest jednak inna warstwa miasta. To modernistyczna architektura lat 60. i 70., w której architekci próbowali nadać stolicy wyraźną, nowoczesną formę. Właśnie wtedy powstały budynki, które dziś rozpoznaje się po przezwiskach.

Jednym z najbardziej charakterystycznych jest „Młotek” przy ulicy Smolnej 8. Z daleka wygląda tak, jakby ktoś ustawił szeroką belkę na wąskim trzonie. Nazwa wzięła się właśnie z tej nietypowej sylwetki. Projekt przygotowali Jan Bogusławski i Bohdan Gniewiewski, a budowę zakończono w 1976 roku.

Choć dziś funkcjonuje jako zwykły blok mieszkalny, początkowo planowano tam hotel dla Polonii przyjeżdżającej do kraju. W realiach PRL oznaczało to inwestycję o wyjątkowym standardzie. W budynku znalazła się nawet kawiarnia na najwyższych kondygnacjach. Z okien można było oglądać panoramę miasta, która w tamtym czasie dopiero zaczynała rosnąć.

512px Smolna 8 in Warsaw

Jeśli chcesz go zobaczyć wbij w Google Maps: 52°14’01.0″N 21°01’31.0″E

Modernizm, który lubił eksperyment

„Młotek” nie był architektoniczną ekstrawagancją. Powstał w momencie, gdy warszawscy projektanci zaczęli odchodzić od prostych, powtarzalnych bloków. Zależało im na budynkach rozpoznawalnych w panoramie miasta.

Dobrym przykładem takiego myślenia jest wieżowiec przy alei Waszyngtona, tuż obok ronda o tej samej nazwie. Dziś łatwo go przeoczyć, ale gdy powstał w 1963 roku, był pierwszym tak wysokim budynkiem na prawym brzegu Wisły. Zaprojektował go Marek Leykam, jeden z najbardziej wyrazistych polskich architektów powojennych.

Pierwotnie budynek wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Elewacje od północy i południa były niemal w całości przeszklone. Okna sięgały od podłogi do sufitu, co w latach 60. robiło ogromne wrażenie. Konstrukcja opierała się na charakterystycznym betonowym wsporniku w kształcie litery V, a częściowo przeszklone windy pozwalały podczas jazdy zajrzeć do loggii mieszkań.

Zobacz  Łazienki Królewskie w Warszawie – zielona oaza w sercu stolicy

Na dachu znajduje się element, który przez lata budził największe zainteresowanie. To duże betonowe koło widoczne z daleka nad linią budynku. Wokół tej konstrukcji powstało kilka miejskich legend. Najczęściej powtarzano historię o planowanym lądowisku dla helikopterów. W rzeczywistości bardziej prawdopodobna jest inna wersja. W projekcie przewidywano obrotową kawiarnię na szczycie budynku. Pomysł nigdy nie został zrealizowany, ale konstrukcja przygotowana pod tę funkcję pozostała.

Sam budynek również szybko musiał zmierzyć się z rzeczywistością. Szklane elewacje wyglądały efektownie, lecz polski klimat okazał się dla nich bezlitosny. Latem mieszkania nagrzewały się jak szklarnie, zimą trudno było je ogrzać. W latach 70. część przeszkleń zamurowano i zmniejszono okna, przez co dzisiejszy wygląd wieżowca jest tylko cieniem pierwotnej wizji Leykama.

Helikoptery nad Warszawą

Historia o helikopterach na dachach warszawskich budynków nie jest całkowicie zmyślona. W latach 60. i 70. architekci naprawdę wyobrażali sobie miasto, w którym śmigłowce będą elementem codziennego transportu.

W planach przewidziano na przykład lądowisko na dachu Grand Hotelu przy ulicy Kruczej. Konstrukcja okazała się jednak zbyt słaba, a pomysł szybko porzucono. Według relacji helikopter wylądował tam tylko raz.

Są jednak miejsca, gdzie takie rozwiązania funkcjonowały naprawdę. Na dachu Błękitnego Wieżowca przy placu Bankowym przez lata działało pełnoprawne lądowisko dla śmigłowców. Z perspektywy dzisiejszej Warszawy brzmi to niemal futurystycznie, ale w tamtym czasie wpisywało się w wizję nowoczesnej metropolii.

Miasto architektonicznych przezwisk

Warszawa ma wyjątkową skłonność do nadawania budynkom potocznych nazw. „Młotek” jest jednym z najbardziej znanych przykładów, ale podobnych historii jest więcej. W panoramie miasta można znaleźć „Żyletkę”, „Jamnika” czy „Szafę”.

Te przezwiska są czymś więcej niż żartem. Pokazują, że architektura naprawdę zapisała się w miejskiej wyobraźni. Powstawała często w trudnych realiach gospodarczych, z ograniczonym dostępem do materiałów i technologii. Mimo to wiele projektów zachowało odwagę, której nie zawsze widać w dzisiejszych inwestycjach.

Zobacz  Pałac Kultury i Nauki - warszawski kolos z historią w tle

Dlatego modernistyczne eksperymenty z drugiej połowy XX wieku coraz częściej traktuje się jak ważną część tożsamości miasta. Warszawa była wtedy laboratorium architektury. A „Młotek” i wieżowiec przy rondzie Waszyngtona pozostają jednymi z najbardziej wyrazistych śladów tej epoki.

zdjęcia: WisłaWwa, CC BY-SA 4.0 https://creativecommons.org/licenses/by-sa/4.0, via Wikimedia Commons

Powrót na górę